podać sobie rękę
Wstaję rano. Noc nieprzespana. Pełnia i śpiew okolicznych pijaków. Idę do pracy. Piętrzą się problemy. Słońce znowu zaszło. I pozwalam sobie na to, żeby mnie to wszystko wyprowadzało z równowagi. Pewnie, że nie jest mi w tym stanie dobrze. No jasne, że pamiętam co tutaj wypisuję i umiem ocenić jak daleko jest to wszystko ode mnie w takiej chwili. Czuję, że się chwieję i wypadam z mojej ścieżki. W końcu upadam. Jednak mam odwagę. Podchodzę do siebie i podaję sobie rękę. Mówię: "no, kobieto, wstajemy...". Najpierw ta leżąca ja patrzy na mnie podejrzliwie. Z zawahaniem łapie mnie za rękę, z której wyciska siłę, żeby się podnieść. W końcu wstaję. A Ona mnie obejmuje i mówi: "no, to jak już wstałaś to teraz możemy iść. Poszukamy naszej drogi?" Nie protestuję. Nie idziemy długo, a droga jakby znajduje się sama. To ciekawe. Okazuje się, że wcale nie potrzeba mi osób trzecich, żeby upaść i żeby wstać. Nikt mnie nie popycha a potem nikt nie okazuje mi współczucia. Nikt in...